Filozofia spo³eczna
Wiê¼ spo³eczna, interes publiczny a indywidualna inicjatywa w pracy B. Russella pt. "W³adza i jednostka"
Cykl wyk³adów zatytu³owanych „Jednostka i w³adza” Bertranda Russella to efekt wspó³pracy z ze stacj± radiow± BBC. Owe przemówienia zainaugurowa³y s³ynne Prelekcje Reitha[1], które od Bo¿ego Narodzenia 1948 roku rozbrzmiewa³y na ³amach rozg³o¶ni, goszcz±c wiele znanych osobowo¶ci, g³ównie antropologów, ekonomistów, dyplomatów, teologów i filozofów. By³y skierowane do szerokiego gremium s³uchaczy brytyjskich, czyli jednego z wielu europejskich spo³eczeñstw odczuwaj±cych negatywne skutki niedawno zakoñczonej wojny. Kirk Willis w przedmowie do tomu obja¶nia znaczenie pierwszych Prelekcji: „W trudnym okresie powojennych przemian chodzi³o nie tylko o to, by uhonorowaæ Reitha, lecz tak¿e, co wa¿niejsze pomóc ludziom w odnalezieniu siê w odmiennych warunkach - w ¶wiecie rz±dów Partii Pracy, energii atomowej, odbudowy Europy, rywalizacji supermocarstw, imperialistycznych wyzwañ i drastycznego obni¿enia stopy ¿yciowej”[2]. Brytyjczycy byli wówczas ¶wiadkami wewn±trzsystemowych tendencji do umacniania roli pañstwa, które dziêki temu mia³o przezwyciê¿yæ ciê¿ki kryzys powojennych realiów gospodarowania. Wzmo¿ona centralizacja systemu politycznego postawi³a jednak zarówno przed rz±dem jaki i spo³eczeñstwem wiele problemów. W szczególno¶ci nale¿a³o okre¶liæ miejsce indywidualnej aktywno¶ci jednostek, które z jakich¶ przyczyn nie okazywa³y czynnego zaanga¿owania ani w ¿yciu politycznym, ani w pomna¿aniu dóbr narodowych Zjednoczonego Królestwa. Przeciwnie w spo³eczeñstwie mo¿na by³o zaobserwowaæ bierno¶æ i marazm, pomimo niektórych sukcesów ekonomicznych i politycznych kraju. „Nacjonalizacja ró¿nych ga³êzi gospodarki, reforma o¶wiaty, ubezpieczeñ spo³ecznych i Narodowej S³u¿by Zdrowia poci±ga³y za sob± ingerencjê w³adzy pañstwa we wszystkie niemal dziedziny ¿ycia spo³ecznego. Konsekwencje tego stanu rzeczy dla spójno¶ci spo³ecznej, indywidualnej inicjatywy i osobistej odpowiedzialno¶ci sta³y siê przedmiotem za¿artej ogólnonarodowej debaty. Dotyczy³a one nie tylko szczegó³owych rozwi±zañ prawnych, lecz tak¿e systemu warto¶ci, zachowania i oczekiwañ wszystkich brytyjskich obywateli”[3].
Z tych w³a¶nie powodów Russell podj±³ siê zadania wyja¶nienia niektórych mechanizmów warunkuj±cych „niepocieszaj±cy” stan spo³eczeñstwa, które w dobie postêpu technicznego, nowych metod zarz±dzania pañstwem, strachu przed wojn± i zag³ad± nuklearn± traci³o stopniowo zdolno¶æ samodzielnego wyra¿ania my¶li oraz sw± mobilno¶æ we wszelkich sferach ¿ycia publicznego. St±d zasadnicz± tez± jak± Russell stawia za cel wyk³adów jest: „znale¼æ równowagê miêdzy indywidualn± inicjatyw± niezbêdn± dla postêpu a wiêzi± spo³eczn± niezbêdn± dla przetrwania gatunku ludzkiego”[4].
Autor rozpoczyna od analizy przyczyn, które mia³y zasadnicze znaczenie dla kszta³towania siê wiêzi spo³ecznej. W przegl±dzie historycznym próbuje wyodrêbniæ rolê, jak± w procesie konsolidacji spo³eczeñstw spe³nia³y naturalne popêdy i zachowania pocz±wszy od czasów cz³owieka pierwotnego a¿ po wspó³czesno¶æ. Do pewnego stopnia wspó³praca jednostek i formowanie siê grup spojonych wspólnych interesem s± warunkowane przez instynkt. U ludów pierwotnych owe naturalne sk³onno¶ci prowadzi³y najczê¶ciej do dwojakich zachowañ: okazywania przyjaznych relacji wzglêdem wspó³plemieñców i ujawniania wrogo¶ci wobec osobników spoza grupy. Wiê¼ pocz±tkowo budowana by³a na strachu przed obcymi, którzy kierowani naturalnym nakazem przetrwania mogli staæ siê realnym zagro¿eniem egzystencji plemienia. Spoiwo spo³eczne od zawsze zdaniem Russella wspierane by³o pewnym elementem psychologicznym. Pocz±tkowo stanowi³a go lojalno¶æ wobec wodza - osoby znanej wszystkim jednostkom. Kiedy wzrost liczebno¶ci grup, które przeradza³y siê w narody, doprowadzi³ do wojen naturalne mechanizmy wi±¿±ce spo³eczno¶æ uleg³y zak³óceniu. Pojawi³o siê niewolnictwo opieraj±ce trwa³o¶æ pañstwa na strachu w sposób sztuczny, terror wymusi³ pozory lojalno¶ci.[5] Pó¼niej „na wy¿szym szczeblu rozwoju cywilizacji zacz±³ siê tworzyæ nowy rodzaj lojalno¶ci, opartej nie na przynale¿no¶ci do danego terytorium czy pokrewieñstwie rasowym, lecz na wspólnocie wyznania”[6]. Ten typ spoiwa czêsto bra³ górê nad narodowym poczuciem wspólnoty powoduj±c ca³± masê wojen religijnych. Wspó³cze¶nie, zdaniem autora, mamy do czynienia z dwoma g³ównymi systemami quasi-religijnymi, które pe³ni± podobn± rolê ³±cznika: komunizm - skrajnie fanatyczny oraz tzw. „amerykañski styl ¿ycia”.
Psychologiczne mechanizmy wykszta³cone jeszcze w czasach pierwotnych graj± nadal „pierwsze skrzypce” w fundamentach wspó³cze¶nie ukszta³towanej lojalno¶ci wobec wielkich grup. „Przyrodzona ludziom natura, ró¿na od tego, co z ni± wyczyniaj± szko³y, religie, propaganda i instytucje ekonomiczne, nie zmieni³a siê wiele od czasów, kiedy mózg cz³owieka osi±gn±³ obecne rozmiary. Instynktownie dzielimy ludzko¶æ na przyjació³ i wrogów - z pierwszymi gotowi jeste¶my wspó³pracowaæ, z drugimi rywalizujemy”[7]. Teza ta, jak zobaczymy pó¼niej, powinna stanowiæ podstawê pojmowania nowoczesnego, demokratycznego i postêpowego spo³eczeñstwa. Warunkiem istnienia spoiwa jest zagro¿enie z zewn±trz: „Gdy jest bezpiecznie, mo¿emy sobie pozwoliæ na nienawi¶æ do s±siada, w czasie zagro¿enia musimy go kochaæ. Ludzie na ogó³ nie mi³uj± bli¼nich, obok których siedz± w autobusie, ca³kiem inaczej wygl±da³o to podczas nalotów na Londyn”[8]. Je¶li nawet wzglêdy religijne, moralne, interes ekonomiczny daj± nam argumenty za wspó³prac± z innymi, to zawsze pradawne instynkty, stoj±ce w wiêkszym czy mniejszym stopniu w opozycji do solidaryzuj±cych norm, obudz± siê, poniewa¿ cz³owiek z natury sk³onny jest do rywalizacji a nawet wrogo¶ci. Poza tym powszechna mi³o¶æ i wspó³praca odebra³aby ¿yciu, zdaniem Russella, smak i chêæ dzia³ania. Dlatego „je¶li ludzko¶æ ma siê kiedykolwiek zjednoczyæ, trzeba koniecznie znale¼æ jakie¶ sposoby na obej¶cie naszej pod¶wiadomej, w znacznej mierze, prymitywnej sk³onno¶ci do okrucieñstwa, po czê¶ci przez ustanowienie rz±dów prawa, po czê¶ci za¶ przez znalezienie nieszkodliwego uj¶cia dla rywalizacyjnych instynktów”[9]. Oprócz instynktów „agresywnych” posiadamy równie¿ wiele popêdów twórczych, nie nale¿y ich na pewno krêpowaæ, poniewa¿ ¿ycie niezgodne z naturalnym uposa¿eniem prowadzi do wielu napiêæ, zawi¶ci, zbrodni, ale tak¿e z drugiej strony do kompletnej bierno¶ci i poczucia braku zdolno¶ci do jakiegokolwiek wysi³ku. Je¶li wysi³ki w obrêbie cywilizacji zachodniej maj± zmierzaæ do zapewnienia powszechnego bezpieczeñstwa, to nie mo¿e tego czyniæ kosztem naturalnych ludzkich popêdów i zachowañ, które s± motorem wszelkiej zmiany i postêpu.
We wspó³czesnych warunkach mechanizmem zastêpuj±cym rolê instynktu w podejmowaniu zbiorowych decyzji jest rz±d. Obecnie tylko dobrze zorganizowana w³adza ma mo¿liwo¶æ w miarê skutecznego wyznaczania kierunków i zakresu dzia³añ ogromnych zbiorowo¶ci jakimi s± pañstwa. Poniewa¿ ka¿dy rz±d to niewielka liczba osób „stoj±cych na szczycie drabiny spo³ecznej”, potrzebne s± mu ¶rodki, dziêki którym móg³by podleg³ym masom bez zbêdnych napiêæ wytyczaæ ramy zachowañ, które bêd± dzia³a³y na korzy¶æ ca³ej zbiorowo¶ci. Historycznie rzecz bior±c wielkie terytorialnie pañstwa takie jak np. Imperium Rzymskie utrzymywa³y sw± integralno¶æ nie tylko dziêki potêdze militarnej, ale w znacznej mierze z powodu wytworzenia w spo³eczeñstwie poczucia wiêzi. Dawniej klasy rz±dz±ce wykorzystywa³y psychologiczne mechanizmy spoiwa spo³ecznego takie jak np. religia, jednak robi³y to przewa¿nie na w³asny u¿ytek nie dbaj±c na d³u¿sz± metê o szczê¶liwo¶æ swych obywateli, liczy³a siê jedynie wymierna skuteczno¶æ. Wspó³cze¶nie „nowoczesna technika nie tylko u³atwi³a stworzenie psychologicznej wiêzi w obrêbie wielkich grup, ale i uczyni³a istnienie takich grup niezbêdnym zarówno z ekonomicznego, jak i militarnego punktu widzenia”[10]. Umacniane stopniowo od XV wieku znaczenie pañstwa oddala³o jednostkê od wp³ywu na sprawy bie¿±ce. Zakres ingerencji w³adzy w ¿ycie jednostek w wielowiekowej tradycji pañstwowo¶ci europejskich kszta³towa³ siê ró¿norako, nigdy jednak, ze wzglêdu na brak odpowiednich technik komunikacji i manipulacji, nie osi±gn±³ takiego poziomu jak wspó³cze¶nie. Obecnie, jak twierdzi Russell: „indywidualna inicjatywa jest d³awiona przez pañstwo albo przez potê¿ne korporacje; istnieje niebezpieczeñstwo, ¿e wytworzy to z czasem, jak w staro¿ytnym Rzymie, poczucie apatii i fatalizmu, tak zgubne w skutkach dla aktywnego ¿ycia. [...] Nawet tam, gdzie formalnie panuje demokracja, pojedynczy obywatel ma zazwyczaj znikomy wp³yw na decyzje polityczne”[11]. Rz±d, przewa¿nie z powodu kierowania du¿ym terytorium, oddala siê od rz±dzonych, „¿yje w³asnym ¿yciem”. Russell wyró¿nia dwie aktualne funkcje rz±du: pierwsza - negatywna - najogólniej mówi±c, polega na zapewnieniu bezpieczeñstwa obywatelom; funkcja pozytywna, która wcze¶niej ogranicza³a siê do prowadzenia wojen i tym sposobem przynoszenia pewnych korzy¶ci ludno¶ci, obecnie poszerzy³a siê o funkcje edukacyjne maj±ce na celu wpajanie okre¶lonych form lojalno¶ci i przekonañ po¿±danych ze wzglêdu na zrównowa¿on± egzystencjê pañstwa[12]. Tak¿e w wielkich korporacjach zwyk³ego pracownika traktuje siê jak maszynê, nie daj±c mu nawet z³udzeñ tego, ¿e swoj± prac± przyczynia siê do wypracowania czego¶ co jest po¿yteczne, nie mówi±c ju¿ o jakichkolwiek walorach artystycznych. Zwyk³y zjadacz chleba w przemys³owym spo³eczeñstwie straci³ kontakt z efektem swojej pracy. Cel organizacji, dla której jednostka po¶wiêca swój czas i umiejêtno¶ci i cel robotnika to dwie ró¿ne sprawy. Marks nazwa³by to zjawisko alienacj±, jednak Russell nie wymienia tego terminu.
Filozof podkre¶la, ¿e zasadnicz± cech± wspó³czesno¶ci jest ograniczenie roli jednostki i indywidualnej inicjatywy. O ile epoki wcze¶niejsze mo¿na by³o uznaæ za okres ogromnego znaczenia wielkich jednostek dla ogólno¶wiatowego postêpu, to, obecnie, cz³owiek o wybitnych zdolno¶ciach mo¿e mieæ szansê wp³ywania na losy spo³eczno¶ci, je¶li uda mu siê stan±æ na czele jakiej¶ du¿ej organizacji - do³±czyæ do sfery nielicznych. O podmiotach nieprzeciêtnych Russell wypowiada siê w nastêpuj±cy sposób: „wszyscy ci ludzie, zarówno dobrzy, jak i ¼li, posiadali cechy, których znikniêcia bym sobie nie ¿yczy³ - mam na my¶li energiê, osobist± inicjatywê, niezale¿no¶æ umys³ow± i wielk± wizjê. Cz³owiek tymi cechami obdarzony mo¿e czyniæ wielkie dobro lub wielkie z³o, a je¶li ludzko¶æ nie ma pogr±¿yæ siê w gnu¶no¶ci, musi siê dla takich ludzi wyj±tkowych znale¼æ przestrzeñ, choæ nale¿a³oby ¿yczyæ sobie, by j± wykorzystywali z po¿ytkiem dla rodzaju ludzkiego”[13]. Jednak ludzko¶æ z ca³ym swym postêpem technologicznym i umasowieniem produkcji, komercyjnym stylem ¿ycia zmierza do unifikacji zachowañ jednostek, traktuj±c je bezosobowo. W³adze i wielkie organizacje przemys³owe zorientowane na poszerzanie zakresu swej dzia³alno¶ci, w imiê trwa³o¶ci systemu ograniczaj± pole aktywno¶ci poszczególnych osób do minimum, kieruj±c ich zainteresowania ku sprawom b³ahym, t³umi±c kreatywno¶æ i spontaniczno¶æ w zarodku.
Istnieje pewna niebezpieczna zale¿no¶æ pomiêdzy wzmo¿on± ingerencj± rz±du w sprawy publiczne a zadowoleniem obywateli. Im wiêcej dziedzin kontroluje w³adza, tym wiêksze prawdopodobieñstwo, ¿e pañstwo, podejmuj±c konkretne rozwi±zania, uwik³a siê w konflikt z okre¶lon± grup± spo³eczn±. Nale¿y siê liczyæ z faktem, ¿e ogólny interes pañstwa, któremu s³u¿y rz±d, k³óci³ siê bêdzie z celami ni¿szych szczebli spo³ecznej drabiny, gdzie elita rz±dz±ca próbuje narzuciæ swoje tak oddalone zamierzenia. Russell analizuje niektóre ¶rodki, dziêki którym mo¿na d±¿yæ do przynajmniej czê¶ciowej harmonii miêdzy prywatnymi odczuciami a interesem publicznym. Naj³atwiejszym sposobem rozwi±zania tego problemu jest wojna albo strach przed konfliktem zbrojnym, bo wypadku zagro¿enia bytu narodowego najpro¶ciej nak³oniæ obywateli do dobrowolnej wspó³pracy. ¦rodek ten jest oczywi¶cie najgorszym z mo¿liwych. Dodatkowo mo¿na stwierdziæ, ¿e strach pomimo zalety umacniania jedno¶ci narodowej wywo³uje wyniszczenie kraju, zmêczenie i histeriê. Kolejnym ¶rodkiem mo¿e byæ rywalizacja, która choæ nie rozwi±zuje wszystkich problemów to zdaniem Russella: „odgrywa [...] zasadnicz± rolê w promowaniu niezbêdnego wysi³ku, a w niektórych dziedzinach stanowi stosunkowo nieszkodliwe uj¶cie dla popêdów, które w innej sytuacji doprowadzi³yby do wojny”[14]. Aby jednostka mog³a siê w pe³ni realizowaæ zadaniem rz±du jest stworzenie takich warunków, by ka¿dy obywatel móg³ odczuæ realny wp³yw na bieg wydarzeñ, przynajmniej w sferze najbli¿szego otoczenia, a ka¿dy rodzaj w³adzy z jakim siê styka nie mo¿e jawiæ siê cz³owiekowi jako odlegli „0ni”. Potrzebna jest zatem: „lokalna demokracja na ma³± skalê we wszystkich sprawach wewnêtrznych”[15].
W celu wyznaczenia granicy pomiêdzy indywidualn± inicjatyw± a sfer± interesów publicznych Russell dokonuje okre¶lenia podstawowych zadañ rz±du jakie powinien spe³niaæ, by taki stan rzeczy zapewniæ. Pierwsz± dziedzin± aktywno¶ci rz±du ma byæ zapewnienie bezpieczeñstwa, czyli ochrony ¿ycia i w³asno¶ci obywateli. Nale¿y jednak pamiêtaæ, ¿e: „choæ bezpieczeñstwo jest bez w±tpienia rzecz± dobr±, mo¿e staæ siê fetyszem, gdy przesadnie do niego d±¿ymy. ¯ycie bezpieczne niekoniecznie jest ¿yciem szczê¶liwym; nuda i monotonia mog± sprawiæ, ¿e stanie siê ponure”[16]. Kolejnym zadaniem pañstwa jest d±¿enie do sprawiedliwo¶ci, zw³aszcza ekonomicznej. Wiadomo, ¿e sprawiedliwo¶æ panuje zarówno tam, gdzie wszyscy s± bogaci, jak i tam, gdzie wszyscy cierpi± nêdzê. Ustanawianie sprawiedliwo¶ci w skali pañstwa czy nawet ca³ego globu musi byæ procesem stopniowym i nie powinno siê to odbywaæ za pomoc± arbitralnych rozstrzygniêæ jak np. w ZSRR. Choæ nierówno¶æ ekonomiczna pe³ni³a w historii ludzko¶ci niejednokrotnie rolê generatora postêpu, to Russell uwa¿a, ¿e dzi¶: „przy nowoczesnych metodach produkcji dalsze utrzymywanie ekonomicznych nierówno¶ci w krajach przemys³owo rozwiniêtych nie jest jednak konieczne dla zapewnienia rozwoju cywilizacji”[17]. Trzeci± kwesti± jak± autor przypisuje aktywno¶ci w³adzy jest szeroko pojêta konserwacja. Oprócz zachowywania zabytków kultury oraz utrzymywania w dobrym stanie infrastruktury, zadaniem pañstw powinno byæ zachowanie naturalnych zasobów ¶wiata. To ostanie jest o tyle wa¿ne, ¿e w przypadku wyczerpywania siê niektórych kluczowych dla rozwoju przemys³u surowców mo¿e doprowadziæ do konfliktu interesów rywalizuj±cych podmiotów, a w konsekwencji do wojen. Dodatkowo, stwierdza Russell, rz±d w innych dziedzinach mo¿e wspieraæ inicjatywy pozarz±dowe i stwarzaæ im pole do po¿ytecznej aktywno¶ci. Dzia³ania w³adzy za pomoc± prawa i wszelkich innych metod regulowania ¿ycia wewn±trzpañstwowego zmierzaj± do uniformizacji. Jest ona zapewne w niektórych dziedzinach niezbêdna (np. regulacja ruchu drogowego), jednak: „w dziedzinie ¿ycia umys³owego wszystko przemawia za walk± o byt, w której zwyciê¿a najlepszy, ale w ¶cieraniu siê pogl±dów nale¿y ograniczyæ stosowane w tej walce ¶rodki”[18]. Pañstwo powinno w pewnych kwestiach powinno ograniczyæ siê do ustalenia jakich¶ „czystych” zasad konkurencji. Jakakolwiek próba narzucania kierunków w dziedzinie nauki i wykorzystywanie jej przez w³adzê do w³asnych celów (np. przez finansowanie tylko niektórych prac badawczych) powoduje, ¿e: „nauka przestaje siê wkrótce rozwijaæ, umacnia siê za¶ scholastyczna w³adza autorytetu, podobna do tej, która krêpowa³a naukê w ¶redniowieczu”[19].
Po to by umo¿liwiæ postêp, który gwarantuje osobista, twórcza inicjatywa jednostek i ma³ych podmiotów spo³ecznych rywalizuj±cych miêdzy sob±, rz±d powinien nieuchronnie scedowaæ sw± w³adzê w jak najwiêkszym stopniu na mniejsze gremia: regionalne, gospodarcze i kulturalne. Spo³eczno¶ci lokalne, aby sumiennie i z satysfakcj± pe³niæ swe zadania powinny mieæ poczucie, ¿e dzia³ania, których dokonuj± s± przejawem ich w³asnej inicjatywy. „Generalna zasada powinna byæ taka, ¿e mniejszym gremiom przekazuje siê maksimum funkcji, na tyle, by nie uniemo¿liwiæ wiêkszym pe³nienia ich zadañ”[20]. Russell proponuje, aby taki model obejmowa³ ca³y glob: „Na przyk³ad w wypadku struktur terytorialnych na szczycie hierarchii znajdowa³by siê rz±d ¶wiatowy, na samym dole za¶ rady gminne. Zadaniem rz±du ¶wiatowego jest zapobieganie wojnie i powinien byæ wyposa¿ony wy³±cznie w kompetencje niezbêdne do realizacji tego celu. [...] Nie powinien siê jednak mieszaæ w wewnêtrzne sprawy pañstw cz³onkowskich, z wyj±tkiem sytuacji, gdy musia³by zapewniæ przestrzeganie traktatów. Podobnie rz±d narodowy powinien przekazaæ jak najwiêcej kompetencji radom hrabstw, a te z kolei radom miast i gmin. W niektórych dziedzinach sprawno¶æ dzia³ania mo¿e siê z pocz±tku obni¿yæ, ale je¶li podrzêdne gremia bêd± pe³niæ odpowiednio wa¿ne funkcje, przynale¿no¶æ do nich przyniesie satysfakcjê ludziom uzdolnionym i przyci±gnie ich”[21].
Cz³owiek jest jak ju¿ powiedziano we w³adaniu pewnych popêdów, które kieruj± jego dzia³ania w dwóch kierunkach. Z jednej strony pragnie on zachowaæ ¿ycie i w³asno¶æ d±¿±c do odebrania innym tego, co posiadaj±. Z drugiej - posiada niezliczone instynkty twórczej aktywno¶ci. Pierwsze nale¿y ³agodziæ i do pewnego stopnia regulowaæ, zapewniaj±c odpowiednie sfery mo¿liwej realizacji. Drugim - w my¶l Russella - nale¿y przyznaæ jak najszersz± autonomiê, choæ wsparcie w³adzy niekiedy jest bardzo po¿yteczne. Dlatego d±¿enie do sprawiedliwo¶ci, jako jeden z celów pañstwa, ma byæ realizowana w aspekcie materialnym, a sferze aktywno¶ci intelektualnej nale¿y jedynie tworzyæ szanse dla wolnej rywalizacji, która warunkuje progres. Przecenianie roli pañstwa, uznanie go za organiczn± ca³o¶æ to b³±d. Celem pañstwa nie jest „bycie dla siebie”. W interesie cz³owieka nie le¿y „doskona³o¶æ pañstwa”, poniewa¿ jest ono dla niego jedynie abstrakcj±. W rzeczywisto¶ci gloryfikacja pañstwa okazuje siê gloryfikacj± rz±dz±cej mniejszo¶ci, tak oddalonej od przeciêtnego obywatela. Pogl±d Russella jest tu wybitnie indywidualistyczny: „spo³eczeñstwo nie po to istnieje, [...] by zadowalaæ zewnêtrznego obserwatora. Ma zapewniaæ godziwe ¿ycie jednostkom, które siê nañ sk³adaj±. Najwy¿szej warto¶ci nale¿y dopatrywaæ siê w jednostkach, nie w ca³o¶ci. Dobre spo³eczeñstwo to ¶rodek s³u¿±cy dobremu ¿yciu tych, którzy je tworz±, nie co¶, co na w³asny rachunek stanowi jak±¶ odrêbn± doskona³± ca³o¶æ”[22]. Przetrwanie ludzko¶ci czy narodów nie mo¿e byæ postrzegane jako warto¶æ sama w sobie. Jest ono warunkiem czego¶ co posiada warto¶æ i dlatego powinno byæ zapewnione. Russell wyra¿a g³êbok± wiarê w to, ¿e cz³owiek wspó³czesny dziêki nauce jest w stanie zapanowaæ nad si³ami przyrody a wszelkie zagro¿enia tkwi± w nas samych. Mimo to najprymitywniejszym instynktom zawdziêczamy najwznio¶lejsze dokonania cz³owieka, tak samo zreszt±, jak i najgorsze zbrodnie. Konkluzja Russella jest nastêpuj±ca: „Pradawnych, potê¿nych instynktów nie mo¿na ani krêpowaæ, ani pozwoliæ, by przybiera³y niszczycielskie formy, trzeba bêdzie dla nich znale¼æ jak najwiêcej uj¶æ, które wzbogac± ludzkie ¿ycie w rado¶æ, dumê i ¶wietno¶æ”[23].
My¶l Russella ujêta w „Jednostce i w³adzy” zaskakuje niejednokrotnie trafno¶ci± przewidywañ, które dotykaj± najbli¿szej przysz³o¶ci cywilizacji zachodniej. Owe perspektywy nie przedstawiaj± siê zbyt optymistycznie, st±d autor daje modelowe rozwi±zania w kwestii próby harmonizacji ¿ycia spo³ecznego w odniesieniu do bytu pañstwowego i – wiêcej – ogólnonarodowego. Propozycje te, moim zdaniem zasadne i poparte interesuj±c± analiz± wszelkich komityw ludzkich od czasów najprymitywniejszych do wspó³czesno¶ci, nie zyska³y, jak siê wydaje, realnego zastosowania. Dlatego jeste¶my nadal ¶wiadkami politycznych rozwi±zañ, które ra¿±co pomijaj± dyrektywy antropologiczne i psychologiczne w ocenie zjawisk spo³ecznych tak mocno zaakcentowanych przez Bertranda Russella.
[1] Audycjê nazwano tak na cze¶æ za³o¿yciela i pierwszego dyrektora BBC Johna Reitha. Jego styl zarz±dzania i niecodzienne cechy osobowo¶ci uczyni³y z owej stacji jedn± z najtrwalszych instytucji w ¶wiecie mediów. Por., B. Russell, W³adza i jednostka, Warszawa 1999, s. 7
[2] Tam¿e, s. 8.
[3] Tam¿e, s. 16.
[4] Tam¿e, s. 19.
[5] Por., Tam¿e, s. 20-25.
[6] Tam¿e, s. 25.
[7] Tam¿e, s. 26.
[8] Tam¿e, s. 26-27.
[9] Tam¿e, s. 27-28.
[10] Tam¿e, s. 38.
[11] Tam¿e, s.43-44.
[12] Por. Tam¿e, s. 45-46.
[13] Tam¿e, s. 64.
[14] Tam¿e, s. 78.
[15] Tam¿e, s. 88.
[16] Tam¿e, s. 96.
[17] Tam¿e, s. 97.
[18] Tam¿e, s. 100.
[19] Tam¿e, s. 102.
[20] Tam¿e, s. 104.
[21] Tam¿e, s. 104.
[22] Tam¿e, s. 120.
[23] Tam¿e, s. 126.
Related entries:
Zaktualizowano: 2008-07-17 20:30
Autor: Grzegorz
Revision: 1.1
Mo¿esz skomentowaæ ten wpis